Ignorując krzyki przyjaciela, od nowa przeżywam dzisiejszy koszmar. Jak to możliwe, że moje ubrania są ubrudzone krwią, przecież to był tylko sen. A może nadal śnię, przecież równie dobrze mogłam się jeszcze nie obudzić. Może jeśli się uszczypnę to się skończy, ale tym razem naprawdę. Niestety, to nie zadziałało. Lecz czytałam gdzieś, że to czy jesteśmy we śnie można rozpoznać patrząc na swoje dłonie. Jeśli pojawiły się dodatkowe palce, to mamy dwa wyjścia. Nadal śpimy lub właśnie obudziliśmy się z narkozy, którą podali nam porywacze ofiar, którym doszywają dodatkowe palce. Kierując się swoim tokiem myślenia spojrzałam na swoje kończyny. Wszystko w porządku. Względnie w porządku.
Co jeśli to zabójstwo wydarzyło się naprawdę? Co jeśli naprawdę zginęło to dziecko? Kim był ten mężczyzna? Przecież nie można nagle się znaleźć w innym miejscu, byłam w domu cały czas. Chyba. Nigdy nikt mi nie mówił, że lunatykuję lub coś w tym stylu. A nawet jeśli poszłabym tam moje stopy byłyby brudne, a jak na razie mogę pochwalić się nienaganną czystością. Te plamy można raczej wyjaśnić krwotokiem z nosa lub wypadkiem podczas wieczornego szczotkowania zębów - uraziłam dziąsło i krew skapnęła mi na koszulkę. Tak, to możliwe.
Pomimo uspokojenia mojej zdecydowanie nieposkromionej wyobraźni, przypomniałam sobie brutalność tamtej sceny. Moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze, konwulsje oraz momentalnie zrobiło mi się zimno. Pomimo próby zapomnienia tego i wmawiania, że jest w porządku przy każdym zamknięciu oczu miałam to przed oczyma. Grot strzały wystający z jej brzucha, krew. Cały jej ogrom. Nie powiem, że nigdy nie miałam problemów z jej widokiem. Po prostu czasami, a może nawet często robi mi się słabo, kiedy widzę jak wypływa z rany czy wpływa do strzykawki. Ale to nie to jest problemem, prawda?
Aktualnie mój problem to czas. A dokładniej godzina, która już jest cholernie blisko miejsca, gdzie znajduje się zazwyczaj kiedy jestem już w szkole. Wspaniale, ten dzień zaczął się po prostu bosko. Najpierw ten niemiłosiernie odrażający koszmar, a następnie spóźnienie na jakże znienawidzoną przeze mnie biologię. Nie wiem jakim cudem wybrałam biologię, którą męczę już drugi semestr. Może polubiłabym ją gdyby nie „ukochana" nauczycielka, która zdecydowanie nie pała do mnie optymizmem oraz chociaż małą dozą wyrozumiałości. To po prostu jędza, którą zwolnili z pracy na uniwersytecie, aby następnie mogła się wyżyć na licealistach, a konkretniej ostatnich klasach.
Wstałam z łóżka, które z pewnością ominęło już swoje lepsze dni, więc muszę poprawiać jego stan za pomocą ekstremalnie dużej ilości poduszek. Podążyłam do łazienki, aby doprowadzić się do porządku po burzliwej nocy. Przemyłam twarz, umyłam zęby, wyszczotkowałam włosy, które związałam w luźny warkocz oraz lekko się umalowałam. Założyłam białą koszulkę, do tego czerwono zielono białą koszulę, czarne spodnie z dziurami na kolanach oraz czarne trampki. Wychodząc z pokoju, sprawdziłam szybko czy wszystkie książki, których będę potrzebować znajdują się w torbie oraz sięgnęłam po komórkę, która leżała na biurku.
Kierując się do kuchni, która znajdowała się na dole, poczułam zapach tostów. Znając Cala, są to tosty z serem, a do tego wyjął z szafki sok pomarańczowy, który zapewne wypił już do połowy. Wchodząc do owego pomieszczenia, uśmiechnęłam się widząc postać mojego przyjaciela przygotowującą śniadanie. Był już na etapie wyjmowania z szafek talerzy, aby ustawić na nich jedzenie. Przypominając sobie o lekcjach, spojrzałam na zegarek. Zajęcia zaczynają się za dwie minuty, co dawało mi zerowe szanse na przyjście jeszcze w dozwolonym kwadransie spóźnienia. Najwyraźniej dziś zacznę później.
-Księżniczka wreszcie wstała –powiedział roześmiany Calum widząc mnie w drzwiach kuchni.
Oczywiście nie mogłam odpuścić mu tej uwagi. Sięgnęłam po ścierkę leżącą blisko mnie i ze śmiechem rzuciłam nią w niego. Moja „ofiara" niestety uchyliła się przed tym ciosem, co nie było trudne. Calum postawił nasze śniadanie na stoliku po drugiej stronie pokoju, a następnie usiadł na jednym z krzeseł. Machnięciem ręki zawiadomił mnie, abym do niego dołączyła.
-Słyszałaś już? –powiedział kiedy już usiadłam, mając w buzi już ponad połowę jednego tosta.
Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc zupełnie o czym mówił. A jego ciemnobrązowe oczy wpatrywały się we mnie jakbym nosiła twaróg na głowie. Jakby starały się odczytać co mam w umyśle.
-O czym? – odpowiedziałam zmieszana.
Słysząc moją odpowiedź ciemnowłosy prawie się zakrztusił.
-Jak to o czym? Musiałaś coś usłyszeć, wszędzie o tym mówią. Nie zdarzyło ci się ostatnio nic paranomalnego? - dopytywał.
-Co to za pytanie?
-Nie odpowiedziałaś na nie.
Spojrzałam na Caluma zaskoczona. Nie mógł wiedzieć, prawda? Jakim cudem mógłby się dowiedzieć? Chociaż dzisiejsza noc nie była dla mnie wyjątkowa. Przed nią obudziłam się z krzykiem na ustach trzy razy. A następstwem tych koszmarów były niepokojące wiadomości w gazetach, które tłumaczyłam zwykłym przypadkiem. Ale chyba kiedyś ktoś powiedział, że one nie istnieją. Wszystko ma swoją przyczynę, powód. Ale co jest moją przyczyną? Powodem, dla którego widzę te wszystkie morderstwa. Oszalałam, jestem szaleńcem. Mówię głupoty, to nie może mieć jakiegokolwiek związku.
-Nie, nic nadzwyczajnego, poza natrętnym kumplem, który zjadł prawie wszystkie tosty i za każdym razem wypija mój ulubiony sok - odpowiadam po chwili namysłu.
Przez kolejne minuty spogląda ukradkiem na mnie. Ignoruję to. On musi coś wiedzieć. Gdyby nie wiedział nie zadawałby takich pytań. Ale znamy się tak długo, gdyby coś wiedział, już wcześniej by się potknął. A jak na razie odgrywa swoją rolę doskonale. O ile w ogóle ją gra.
Zaczynam zachowywać się jak paranoik.
Dokańczam posiłek, popijając go sokiem. Odnoszę naczynia do zmywarki, co wykonuje po mnie Calum. Staram się zachowywać spokojnie, podczas gdy on widowiskowo potrąca mnie przy każdym swoim ruchu. Spokojnie, on robi tak zawsze, muszę tylko głęboko oddychać i będzie lepiej. Lepiej.
Chłopak wychodzi z domu, co również wykonuje, uprzednio zabierając ze sobą torbę oraz komórkę. Zamykam frontowe drzwi i podążam za nim do auta. Mam nadzieję, że przejdzie mu to nie wiadomo co. Otwieram drzwi pasażera z przodu auta i siadam. Do odtwarzacza wkładam płytę Artic Monkeys.
-Zamordowano dziewczynkę w lesie, na obrzeżach miasta. Morderca nie zostawił żadnych śladów - mówi, kiedy jesteśmy już pod szkołą, wyłączając pojazd.
Wysiadam zszokowana z auta. Czyli przypadki nie istnieją naprawdę. Otwieram drzwi wejściowe liceum. Przerwa już się zaczęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz